Włoskie kamienie – Półmaraton S1 Trail

Jeśli oczekujecie tego, że czytając tę relację przeniesiecie się na spacer wąskimi uliczkami Triestu, poczujecie mroźny wiatr nad zatoką Triesteńską, czy też ujrzycie piękne widoki z trasy biegu La corsa della bora, to muszę Was zmartwić, bo pomimo szczerych chęci, niestety tak nie będzie.

Za cholerę nie potrafię powiązać tego co widziałam, lub tego, co mnie spotkało z konkretnym kilometrem trasy. I nie dotyczy to tylko tego biegu, ale mam tak za każdym razem. Wybaczcie.
I w związku z tym postanowiłam sobie, że po każdym biegu będę spisywała sobie wszystkie cenne informacje aby pisanie relacji dla Was było sprawniejsze i obfitowało we wszystkie doznania z trasy (no, może większość ;)).

Pozwólcie, że pominę podróż, treningi w Czechach, obżarstwo w Austrii i zwiedzanie Triestu (o tym pisał Adi w swojej relacji, więc nie będę tego powielać). No dobra, kilka słów wstępu za Nami, więc zaczynamy włoską przygodę.

wwq.jpg
Piątkowe rozbieganie z ekipą Stay Insane // Fot. Skoczyliwlasy

Cofamy się odrobinę w czasie i mamy 4 stycznia. Wraz z ekipą Stay Insane wybraliśmy się na rekonesans kawałka trasy z dystansu chłopaków, czyli 57 km. Pogoda jest bardzo zdradliwa. Pomimo tego, iż świeci piękne słońce, to jest naprawdę zimno. Ja pobłądziłam sobie indywidualnie przez niecałe 9km i przy okazji zrobiłam trochę zdjęć. Podłoże po którym biegłam miało osadzone w sobie sporo kamieni w różnych rozmiarach. Inne fragmenty przykryte zdradliwym dywanem liści. Na co dzień mamy mało okazji do biegania po tak technicznym podłożu. W tym momencie zaczęłam się trochę obawiać o moją część trasy. Tego dnia biegało mi się naprawdę dobrze ale cały czas miałam ogromną zagwozdkę, co do ubioru na bieg. Podczas oczekiwania na chłopaków, pomimo kilku ciepłych warstw mocno przemarzłam a w trakcie biegania raz było mi zimno a za chwilę gorąco i musiałam rozpinać kurtkę. Tak, wiem pewnie wyda się Wam to głupie, bo nad czym się tu tyle zastanawiać, przecież nie biegam od wczoraj i kwestia doboru ubioru nie powinna być większym problemem. Z jednej strony tak ale muszę wziąć pod uwagę to, że biegnąc półmaraton, nie ma czasu na wtopy w ubiorze. Dla mnie jest to dystans, na którym nie zatrzymuje się na punktach odżywczych na trasie a tym bardziej nie ma mowy o zatrzymaniu, by zdjąć kurtkę a potem schować ją do plecaka. Zawsze taki dystans biegnę z plecakiem, do którego zabieram wszystkie potrzebne mi w trakcie biegu rzeczy, czyli żele i płyny.

Sobota – dzień odbioru pakietów. Dodatkowo wraz z ekipą chcieliśmy dotrzeć  do odcinka trasy, który biegł plażą kamienistą. Ja kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym odcinku trasy. Niestety nie udało nam się dotrzeć do tego miejsca, więc pozostało mi jedynie wyobrażenie sobie tego, co może mnie tam spotkać.

Do startu pozostało kilkanaście godzin a We mnie było coraz więcej niepewnych myśli. Klasycznie w wieczór poprzedzający start, spakowałam plecak  i przygotowałam wszystkie rzeczy, które zabieram ze sobą na bieg, by w porannym pośpiechu o niczym nie zapomnieć. W dalszym ciągu nie byłam zdecydowana co do ubioru. Ta niepewność zaczynała mnie odrobinę stresować. Przygotowałam sobie dwa warianty rzeczy i stwierdziłam, że prześpię się z tą myślą i rano podejmę decyzję.

unnamedeee.jpg
Moje ulubione zdjęcie z wyjazdu // Fot. Skoczyliwlasy

Niedziela. Pobudka o 8:00. Na śniadanie tosty z dżemem, serem żółtym i kubek ciepłej herbaty. A na deser problemy żołądkowe. Nie wiem czy były one skutkiem stresu, czy była jakaś inna przyczyna… Ubrałam się, wzięłam ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy i wyruszyłam na dworzec główny Triest Centrale, skąd odjeżdżały autobusy, które transportowały biegaczy na strat do miejscowości Obelisco di Opicina. Droga minęła mi w miarę sprawnie. Każdy biegacz miał możliwość spakowania do worka otrzymanego w pakiecie startowym rzeczy, które mogliśmy później odebrać na mecie. Zdecydowałam się jednak na cieplejszą wersję ubioru, w której było mi bardzo gorąco podczas biegu. Rękawiczki zdjęłam po pierwszym kilometrze trasy a buff, który miałam założony na szyi koniec końców wylądował na przedramieniu.

unnamedd.jpg
Chwila przed startem // Fot. S1 Trail
www.jpg
Chwila przed startem // Fot. Skoczyliwlasy

Dystans półmaratonu startował o godzinie 10:00, przy akompaniamencie Queen – We will rock you. Wystartowaliśmy. Na pierwszych metrach przywitał nas podbieg. Klasycznie większość zaczęła bardzo mocno i musiałam się nieźle przepychać aby minąć ledwo oddychających biegaczy. W pierwszej części trasy, podłoże było bardzo przyjemne, trasa dosyć wąska ale nie miałam większych problemów z wyprzedzaniem. Miałam to szczęście, że nawet jak były wąskie momenty, to biegacze ustępowali mi miejsca na trasie. Biegłam utwardzonymi ścieżkami, ulicami miasteczka.

eeeeeee.jpg
Kamienie, wszędzie kamienie // Fot. S1 Trail

Druga część trasy, prowadziła do zejścia na plażę. Biegłam brzegiem wzniesień a po mojej lewej stronie był przepiękny widok morza. Ten odcinek trasy dał mi nieźle w kość. Nie byłam przygotowana na tak techniczne podłoże, z którego wyłaniały się różnego rodzaju i rozmiaru kamienie. Moje stopy cierpiały. Musiałam mocno zwracać uwagę na to, gdzie stawiam stopy. Trudno tutaj było też kogokolwiek wyprzedzić. Na ok 18 km trasy był podbieg. Przede mną biegaczka, na której mocno się skupiłam aby ją jeszcze wyprzedzić i ona chyba miała to samo ze mną. Nie zauważyłyśmy małej drewnianej bramki, która była po lewej stronie, w którą powinnyśmy wbiec. Niepotrzebnie zrobiłyśmy cały asfaltowy podbieg, tracąc sporo sił, które mogły się jeszcze przydać na końcówce trasy. Całe szczęście zorientowałyśmy się i zawróciłyśmy. Mocno się na siebie wtedy wkurzyłam. Jak mogłam nie zauważyć tej bramki… Starałam się nie zwalniać tempa i trzymać się blisko ów biegaczki.

unnamed.jpg
Fragment trasy prowadzący po plaży kamienistej // Fot. S1 Trail

A teraz wisienka na torcie. Zaczęły się zbiegi a raczej zejścia na plażę, które były dosyć strome i aby ułatwić pokonanie odcinków, przymocowana była w niejednym miejscu lina asekuracyjna. Na zejściach do plaży mocno spowalniała mnie biegaczka, która była przede mną. Niestety nie było mowy o wyprzedzeniu jej, bo nie było na to miejsca. No i nadszedł ten długo wyczekiwany fragment trasy, który możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej. Moje stopy cierpiały po raz kolejny. Kamienie były ogromne. Trzeba było skakać po nich jak kozica górska. Nie wiem do dnia dzisiejszego, jak mogłam ten odcinek przebiec w tempie 6:53. Chyba bardzo chciałam wybiec pierwsza z tej męczarni i udało mi się. Po pokonaniu tego mordoru, moje stopy nie chciały już ze mną współpracować. Były całe obolałe, poobijane a ja już nie miałam siły aby podkręcić tempo na ostatnim odcinku trasy. Meta znajdowała się na stadionie, na którą wbiegaliśmy po czerwonym dywanie. Po krótkim odpoczynku i zmienieniu ciuchów na suche udałam się aby uzupełnić płyny i coś zjeść. Całe szczęście, nagle w tłumie pojawił się Adi i już razem udaliśmy się do miejsca, skąd autobus odwoził biegaczy na dworzec w Trieście.

unnamedjj.jpg
Upragniona meta i medale 🙂 // Fot. Skoczyliwlasy

Pierwszy start w 2019 roku zaliczam jak najbardziej do udanych. Na pewno jest to dla mnie kolejna cenna lekcja biegania. Bieg ukończyłam na 31 miejscu open, jednocześnie jako 6 wśród kobiet. Na mecie zameldowałam się z czasem 2:17:14.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s