Samotność długodystansowca… nawet na sztafecie – Sztafeta Górska SOLO 73 km

Miało zacząć się jakąś błyskotliwą myślą tudzież anegdotką, ale to jednak nie tym razem. Zacznę od nudnego wyjaśnienia dlaczego ten bieg, co słychać, wspomnę, że coś tam trenowaliśmy. A więc, udział w solowej wersji Sztafety Górskiej na dystansie 73 km (+3000/-3000 m) miał stanowić może nie tyle sprawdzian, co kartkówkę przed celem – póki co – nr 1 na ten rok, czyli Biegiem Rzeźnika. Szukaliśmy … Czytaj dalej Samotność długodystansowca… nawet na sztafecie – Sztafeta Górska SOLO 73 km

Miejsce po środku Niskiego, Beskidu Niskiego.

W ramach przygotowań do sezonu, no i najbliższego startu – Sztafety Górskiej w wariancie Solo 73 km, do której tak btw pozostało tylko 11 dni, wybraliśmy się na weekendowe bieganie do Beskidu Niskiego. Oj już nie mogliśmy się doczekać tego wyjazdu. Dwa dni aktywnego odpoczynku, poza zasięgiem komórek i Internetu. Punktem docelowym miał być ośrodek Hajstra, położony w Hucie Polańskiej. Na miejscu zameldowaliśmy się w … Czytaj dalej Miejsce po środku Niskiego, Beskidu Niskiego.

To nie była miłość od pierwszego włożenia – recenzja Hoka One One EVO Mafate

Ostatnio coraz częściej spotykam się z recenzjami butów do biegania, które opisywane są zaraz po wyjęciu z pudełka. Wiadomo, że sponsor chce na szybko kilka pochlebnych słów, wiadomo, że terminy gonią, ale jest to – no umówmy się – słabe. Jeśli celem takiego zabiegu ma być pomoc innym w wyborze obuwia to jest to, co najmniej dziwne. Oczywiste jest, że wszyscy najlepsi biegacze wygrywają, bo … Czytaj dalej To nie była miłość od pierwszego włożenia – recenzja Hoka One One EVO Mafate

NEVER QUIT – czeski dramat z włosko-słoweńską scenerią

Tytuł odnosi się oczywiście do biegu La Corsa della Bora, na który wyruszyliśmy do Włoch już 2-go stycznia 2019. Po drodze zatrzymaliśmy się w Czechach, gdzie przenocowaliśmy i zrobiliśmy dwa treningi w parku, w którym kilka kilometrów dystansu dawało kilkaset metrów przewyższenia. I właśnie pod koniec drugiego z tych treningów rozpoczął się mój dramat. Tego ranka mieliśmy zrobić lekkie krótkie rozbieganie, zjeść śniadanie i ruszyć … Czytaj dalej NEVER QUIT – czeski dramat z włosko-słoweńską scenerią

Zapraszam do biegu – ŁUT 150 (cz. III ostatnia)

Leżąc na ziemi, odrzuciłem od siebie jakiekolwiek myśli o rywalizacji z innymi, walce o czas. W głowie miałem jedynie osiągnięcie mety, bez względu na cenę, po prostu chciałem ukończyć ten bieg. Przerażała mnie wizja 70-kilometrowego spaceru po górach, ale liczyłem się z tym, że tak to będzie wyglądać i byłem gotowy, aby się z tym zmierzyć. Pogodzony z tym, wstałem i po 50 minutach bezcennego … Czytaj dalej Zapraszam do biegu – ŁUT 150 (cz. III ostatnia)

Byle do przodu, za wszelką cenę – ŁUT 150 (cz. II)

Wybiegając na trasę z punktu w Wołowcu, nie czułem nic poza przeszywającym zimnem. Zbliżała się godzina 6:00, co dla mnie oznaczało, że nie spałem już prawie dobę, a do pokonania miałem jeszcze ponad 100 km. Jednak w tamtej chwili o tym nie myślałem, miałem wrażenie, że za moment zamarznę. Schowałem dłonie w rękawy kurtki i zacząłem biec, rozpędzałem się z każdym krokiem, żeby najszybciej jak … Czytaj dalej Byle do przodu, za wszelką cenę – ŁUT 150 (cz. II)

Wszystkie gwiazdy patrzą – pierwsza noc na Łemkowynie 2018 (cz. I)

Minął miesiąc, jakby nie patrzeć to kupa czasu, więc najwyższa pora, aby w końcu przysiąść do relacji – śmiało mogę stwierdzić – z największego biegowego wyzwania jakie do tej pory podjąłem. Dla jednych jest to dużo, dla innych mało, ktoś powiedział, że tyle mu się nie chce jeździć samochodem, a ktoś zdziwiony pytał: „ale jako to bez spania”? W każdym razie trasa Łemkowyny biegnąca 150-kilometrowym … Czytaj dalej Wszystkie gwiazdy patrzą – pierwsza noc na Łemkowynie 2018 (cz. I)